Nauczyciel – co to naprawdę znaczy?

Dziś na lekcji matematyki pojawił się bardzo ciekawy temat dyskusji. Zacznę od tego, że uczniowie chodzący do szkoły mają tendencję do robienia prac domowych w ostatniej możliwej chwili. I ich rozumiem. Sam podchodziłem do sprawy podobnie. Wolałem przeznaczać czas na to, co mnie najbardziej interesuje, wszystko inne robiąc w takim stopniu, jaki zapewniał mi niewychylanie się.

Uczę matematyki w klasie o profilu matematyczno-eksperymentalnym. 24 osoby zainteresowane matematyką. Klasa ma autorski program matematyki, jest prowadzona we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim. Dziś zadałem moim uczniom zrobienie i spisanie 15 zadań na przyszłotygodniową lekcję. Uczniowie sprawiali wrażenie, jakby ktoś zadał im tę pracę domową na jutro.

Właśnie. Bo mają nawyk siadania do tego jeden wieczór wcześniej. Niezależnie, czy pracę domową zadałem wczoraj, tydzień temu, czy miesiąc temu. Chcą siąść do tego wieczór wcześniej.

Więc przez zadawanie takiej pracy domowej, która przerasta ich możliwości na pracę jednego wieczoru, chcę ich nauczyć zarządzania czasem i regularności. Przy tym terminie, który im wyznaczyłem, wychodzi około 2 zadania dziennie. To już nie wygląda tak strasznie 🙂 .

Jedna uczennica powiedziała mi dzisiaj, że ja nie tylko mówię o zarządzaniu czasem, ale też powoduję, że oni muszą się nauczyć zarządzania czasem. Gdy skomentowałem tę sprawę, widziałem, że w klasie wywołała się żywa dyskusja o tym, kto to jest nauczyciel.

Wtedy sobie przypomniałem, co dzisiaj rozumie się przez słowo „nauczyciel”.

Jako „nauczyciel” rozumie się osobę, która daje teorię. Bardziej by pasowało słowo „teoretyk”. Wszystko to oznacza niepraktyczne nauczanie, bez dawania przykładu.

Ja myślę inaczej. We wszystkim, co robię, jeśli czegoś nauczam, staram się dawać tego przykład. Jeśli o czymś mówię, pokazuję to w swoim życiu. Tak, jak umiem, dokładając wszelkich starań, żyję właśnie w ten sposób.

Osoba, którą traktuję w życiu, jako wzór nauczyciela, to Jezus Chrystus. Jeśli szukam definicji nauczyciela, priorytetową sprawą jest dla mnie to, co powiedział mój Nauczyciel 🙂 .

Pewnego razu powiedział:

Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i przestrzegajcie wszystkiego, co nakazują wam przestrzegać, ale według ich uczynków nie postępujcie. Mówią bowiem, ale nie czynią. [Ewangelia Mateusza 23:2-3]

Jeśli przeczytacie cały 23. rozdział Ewangelii Mateusza, to zobaczycie, co Jezus dalej mówił o tych ludziach. Policzyłem – 7 razy użył zwrotu „biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo”, a także raz „biada wam, ślepi przewodnicy”. Słowa „głupi” i „ślepi” pojawiają się co chwilę.

Właśnie sprawdziłem – fraza „nauczyciel” występuje w Biblii 61 razy, w tym aż 57 razy w Nowym Testamencie, a także aż 44 w czterech Ewangeliach.

Przejrzałem te wszystkie 44 cytaty, szukając tego:

Wy nazywacie mnie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeśli więc ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi i wy powinniście sobie nawzajem myć nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy czynili tak, jak ja wam uczyniłem. [Ewangelia Jana 13:13-15]

To jest cała esencja tego, co znaczy słowo NAUCZYCIEL. Ktoś, kto mówiąc, robi to, co mówi, dając przy tym przykład innym. Jeśli ktoś chce naśladować nauczyciela, staje się jego uczniem, co definiuje ucznia. Just like that.

Istną tragedią jest dzisiejsze pozbawienie słów ich pierwotnego sensu. Jak poplątamy słownik, przestaniemy mieć możliwość porozumiewania się.

Na przykład ludzie, którzy chodzą raz w tygodniu na godzinę do kościoła, definiują się jako wierzący. Mój tato również spędza dużo czasu w garażu. Porozmawiałbym z nim jednak poważnie, gdyby zaczął o sobie mówić „synu, jestem samochodem” 😀 .

Ciężko znaleźć inne słowo zastępujące nauczyciela. Bo co? Teoretyk? To, jak mówiliśmy, nie nauczyciel. Trener? Już bliższe, ale nie wskazuje na osobistą relację między nauczycielem a uczniem. We współczesnej polskiej szkole bardzo ciężko być nauczycielem – nie ma na to zbytnio miejsca. Można być „teoretykiem” lub „trenerem”. I uczniowie też przychodzą z tym nastawieniem, że MUSZĄ tu chodzić, a ktoś im będzie KAZAĆ. Taka jest rzeczywistość.

Znacznie bliższe prawdzie jest już słowo „rodzic”. Ktoś z moich uczniów dziś powiedział w dyskusji między sobą „gdyby rodzice robili to, co do nich należy, nauczyciele byliby niepotrzebni”. Czy się z tym zgadzasz, czy nie – pomyśl sam.

Są jeszcze słowa „mentor”, „kołcz 😉 „, „mistrz” (i jego czeladnicy). Zostawiam to w tym momencie.

Bardzo byśmy chcieli używać ładnych słów na to, do czego one nie pasują. Niestety, jest to zakłamywanie rzeczywistości, czy to w przypadku słowa „nauczyciel w szkole”, czy to słowa „wierzący Bogu”.

P.S. Zanim Jezus poszedł do Ojca po zmartwychwstaniu, powiedział co nieco do swoich uczniów. Ostatnie słowa zwykle są bardzo ważne i zapadają w pamięć. Zaraz je zacytuję.

Zauważcie przy okazji, jak inne myślenie o słowie „nauczyciel” może spowodować zupełnie inne tłumaczenie Biblii. Porównam dwa najpopularniejsze tłumaczenia Biblii w Polsce:

Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. [Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Ewangelia Mateusza 28:18-20]

A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata. [Biblia Warszawska, Ewangelia Mateusza 28:18-20]

Które z tych tłumaczeń bardziej wyraża myśl Jezusa? Chodzi o to, czy ta myśl to „nauczajcie” czy „czyńcie uczniami”? A także, czy nauczanie odbywa się tylko przez chrzest, czy przez chrzest i przez naśladowanie Jezusa, aby być wzorem dla następnych ludzi?

Nie podam tu odpowiedzi. Masz mózg, masz rozum do tego.

To jest bardzo, bardzo ważne w kontekście praktycznego życia z Bogiem. Nawet po ludzku, bardzo poważnie traktujemy tzw. ostatnią wolę człowieka. Co dopiero te słowa! Ja traktuję je serio i te słowa wyznaczają praktyczny kierunek mojego życia 🙂

To moi uczniowie!

Chwalę się!

Jest takie coś jak Olimpiada Matematyczna.

Jest też Olimpiada Matematyczna Juniorów. Zanim z systemu 6+3+3 uczyniono 8+4, nazywało się to Olimpiadą Matematyczną Gimnazjalistów. Skrót miało OMG 🙂

I tym się zajmuję zawodowo. Przygotowuję uczniów do konkursów i olimpiad matematycznych.

OM zaczyna się od etapu wysyłkowego – są 3 serie wysyłkowe, każda po 4 zadania. Uczniowie najpierw pracują w domu, na podstawie czego są kwalifikowani dalej, do etapu okręgowego.

Pochwalę się – z klasy, którą uczę, do II etapu OM przeszło 19 z 24 osób 🙂 . I kilka osób z zajęć indywidualnych.

Brak jest ogólnej informacji o „literkach” klas wśród uczniów zakwalifikowanych do II etapu (ze „Staszica” podali), ale jest duża szansa, że to najliczniejsza reprezentacja klasowa w Polsce. Oby to się przełożyło na finał, nie będą musieli pisać matury z matematyki, dostaną się poza kolejnością na studia, a przy okazji dobra zabawa i rywalizacja 😉 .

Tak naprawdę, większość ich sukcesu jest ich własną pracą. Co zasiali, to i zbierają. Ja za to potrafię ich nakierować na to, co jest jeszcze do przepracowania. I reszta należy do nich.

Ciekawostka: 103 ze 140 osób z okręgu warszawskiego chodzi do „Staszica”.