Czytamy Biblię – S01E06 – Ewangelia Mateusza 06 – Tym się odróżnisz od niewierzącego

Wakacje nastały w Internecie.

Ale ja będę coś tu wrzucał 🙂

Tym bardziej, że są słuchacze moich wywodów.

Czytamy Biblię, odcinek 6.

Czytamy Biblię – S01E04 – Ewangelia Mateusza 04 – Diabeł kontra Jezus. Runda 1.

Po krótkiej przerwie – ponownie zabieramy się za czytanie Biblii. 🙂

Poniżej wrzucam odcinek nr 4.

Już czwarty rozdział Ewangelii Mateusza ????

Coraz fajniej mi się nagrywa.

Ciągle się uczę.

Miłego oglądania!

 

 

Czytamy Biblię – S01E03 – Ewangelia Mateusza 03 – Plemię żmijowe na chrzcie Jezusa

Czytacie Biblię? 🙂

Poniżej wrzucam odcinek 3.

Trzeci rozdział Ewangelii Mateusza ????

Miłego oglądania!

 

Czytamy Biblię – S01E02 – Ewangelia Mateusza 02 – Intrygi, ucieczka, rzeźnia i strach

Dalej Czytamy Biblię 🙂 . Opinie, uwagi i inne – bardzo mile widziane, bo to eksperyment ???? .

Poniżej wrzucam odcinek 2. Wytrwałem aż dotąd 😉

Drugi rozdział Ewangelii Mateusza ????

Miłego oglądania!

 

Papież pociesza małego chłopca – czy możesz wejść do rozgrzanego piekarnika?

Na Facebooku wyświetlił mi się filmik, w którym papież pociesza małego chłopca. Chłopiec przeżywa ciężkie chwile – zmarł mu tato 🙁 . Chłopca dręczy jedno trudne pytanie – czy jego tato jest pogodzony z Bogiem?

Chłopiec powiedział papieżowi, że jego ojciec „był ateistą, ale ochrzcił wszystkie czworo dzieci” i „był dobrym człowiekiem”. Później papież odpowiedział mu na to pytanie.

Filmik ma 2,4 mln wyświetleń na Facebooku, mimo to nie znalazłem w polskim Internecie strony, gdzie byłoby spisane to, co powiedział papież na tym filmiku. Spiszę więc poniżej wypowiedź papieża. Potem powiem o piekarniku (yyy?). Najpierw jednak zachęcam do obejrzenia. Koniecznie włączcie dźwięk.

Najtrudniejsze pytanie do Papieża

Kilkuletni Emanuel zapytał Papieża Franciszka czy jego zmarły Tata trafił do nieba. Odpowiedź chwyta za serce…

Opublikowany przez TOTERAZ 26 kwietnia 2018

Papież powiedział:

„Jeśli ten człowiek był w stanie wychować takie dzieci, to prawda, był dobrym człowiekiem. On był dobrym człowiekiem.”.

Tłumy biją brawa.

„Nie miał daru wiary, nie był wierzącym. Ale jego dzieci zostały ochrzczone. Miał dobre serce. I [chłopiec] ma wątpliwości, czy jego tata, nie będąc osobą wierzącą, jest w niebie. Serce ojca, Bóg ma serce ojca. Czy przed ojcem, który nie był wierzącym, ale ochrzcił swoje dzieci, i dał im tę dobroć… Myślicie, że Bóg byłby w stanie go zostawić samemu? Myślicie tak? Głośno, odważnie!”

Tłum: „Nieee!”

„Czy Bóg porzuca swoje dzieci?”

Tłum: „Nieeeee!”

„Czy Bóg porzuca swoje dzieci, gdy są dobre?”

Tłum: „Nieee!”

„[Imię chłopca], to jest odpowiedź. Bóg z pewnością był dumny z Twojego ojca. Ponieważ łatwiej być wierzącym i ochrzcić swoje dzieci, niż ochrzcić je będąc niewierzącym. Z pewnością bardzo podobało się to Bogu. Porozmawiaj ze swoim ojcem/Ojcem (?). Módl się do swojego ojca/Ojca (?). Dziękuję [chłopcze] za Twoją odwagę!”

Pod filmem oczywiście burza komentarzy. Myślę, że po takiej wypowiedzi papieża powinien zostać ślad nie tylko na Facebooku. Na FB znalazłem komentarz „wzruszające”, pod którym twórcy filmiku odpisali „i jakże proste zarazem, w kilkadziesiąt sekund pokazuje czym jest chrześcijaństwo”.

Nie zgodzę się z tym komentarzem. Nie ma nikogo na tyle dobrego, żeby przez swoje dobre uczynki zasługiwał na pójście do nieba. Nieważne, kim jesteś, jeśli wejdziesz do rozgrzanego piekarnika, to się poparzysz. Im dłużej będziesz tam przebywał, tym gorzej. Jak przegniesz z tym opalaniem – „jesteś spalona”, tak jak tu śpiewali. I tym piekarnikiem jest… nie, nie piekło 😉 . Tym rozgrzanym piekarnikiem jest Bóg. Możesz to znaleźć np. w Liście do Hebrajczyków, 12:29 – „Nasz Bóg bowiem jest rozpalonym piekarnikiem”.

Jak mnie pamięć nie myli, mój brat tylko dotknął obudowy piekarnika. Raz wystarczył. Ja „dotknąłem” swoją tętnicą ostrego metalu po konserwie rybnej. Potem mi krew tryskała, nie było fajnie. Mi też raz wystarczył. 🙂

Natura Boga jest taka, że człowiek, który choć raz zrobił na przekór Bogu, nie może przebywać z Bogiem. Po prostu nie wytrzyma w obecności Boga, bo Bóg nie ma nic wspólnego z niesprawiedliwością, a taki człowiek już ma. Przez jeden grzech tracisz wrodzoną odporność na żar piekarnika. Skoro masz władze umysłowe i to czytasz, to niestety gdzieś po drodze podałeś wystarczająco dużo powodów, żeby stracić tę odporność. W Biblii, w Liście do Rzymian 3:23, znajduje się stwierdzenie tego stanu faktycznego: „Wszyscy bowiem zgrzeszyli i bliskość piekarnika nie jest dla nich”.

Nasi starożytni pradziadkowie korzystali nawet z dobrodziejstw piekarnika. Jednak byli zachłanni i piekarnik przestał być dla nich sprzyjającym klimatem. Natychmiast zostali więc stamtąd wyrzuceni, a także stracili dostęp do powrotu tam. I my też tam nie możemy wrócić. Być może nie rozumiesz dlaczego, ale naprawdę nie powinieneś tam wracać w swoim obecnym stanie. 😉

Dodam, że szybka piekarnika jest mocno przyciemniona, ale zachowało się sporo dowodów, że w piekarniku jest sernik. Taki wspaniały sernik, taki sam jaki piekła babcia. Tego sernika nawet nie jesteś pewny. Dziwne jest to, że chodzi za tobą jego zapach. Zapach, na myśl o którym leci ślinka…

No i jest problem, bo nieważne, ile dzieci ochrzcisz, ile talerzyków umyjesz, sam osobiście potrzebujesz rozwiązania problemu z piekarnikiem, jeśli chcesz mieć dostęp do rozkosznego sernika. Niestety, tak naprawdę masz jeszcze jeden problem. I tu nie chodzi tylko o sernik, bo w przeszłości sobie nagrabiłeś – wziąłeś ostatnio kredyty na „inwestycje” w Bitcoina i w obligacje Getback, po czym teraz zostałeś z długami. Nie tylko nie masz serniczka, ale grozi ci zamarznięcie. Twoją jedyną nadzieją na przeżycie wiecznej zimy na dalekiej Syberii jest dosłowne wejście do wnętrza piekarnika. Żeby było ciekawiej, i tak po ewentualnym zamarznięciu wrzucą Cię do piekarnika. Jak nie skończysz, i tak się zmierzysz z żarem piekarnika.

No nie ma innej opcji. Nie ugasisz piekarnika, bo ma nieskończoną moc. Szczepionka na żar piekarnika kosztuje 1.000.000.000.000.000 srebrników. I to w przedsprzedaży, a jej przygotowanie ciągle odsuwa się w czasie. Mimo to, nawet papież nie ma tyle kasy. Odporności nie da się też naturalnie nabyć, każdy świadomie stracił, nikt samodzielnie jej nie odzyskał. Jak żyć? 🙁

Piekarnik nie był tak głupi, aby testować nieskuteczne rozwiązania. Wiedział, że rozwiązać problem może tylko Ktoś Niecodzienny, o czym informowały różne instrukcje i ogłoszenia.

Więc pewnego razu na Syberię zawitał Ktoś Niecodzienny. Opowiadał on ludziom o serniku i o zaletach piekarnika. Co więcej – mówił, że doskonale wszystko pamięta i że piekarnik jest tak wspaniały, że nawet sobie nie tego wyobrażamy. Przybliżał nam to przez różne porównania. Nauczał też, że to jedyny sposób na przeżycie na dalekiej Syberii, a także ochrona przed żarem. To też dobra motywacja.

Ku przerażeniu Syberyjskiej Zjednoczonej Partii Ogrzewaczy, opowiadał on również o rychłym powstaniu wielkiej, niewidzialnej i ogólnodostępnej szatni, gdzie na każdego zdecydowanego człowieka czeka gotowy, niewidzialny kombinezon szyty na miarę. Kombinezon ten chroni daną osobę przed żarem piekarnika i daje jej nieśmiertelność we wnętrzu piekarnika, a ponadto ma on tę własność, że można go założyć tylko wtedy, gdy jego właściciel świadomie ufa, że to jest jego jedyna i wyłączna recepta na rozwiązanie problemu z piekarnikiem.

Mimo, że Ktoś Niecodzienny jako jedyny nigdy nie stracił swojej odporności, poniósł on za swoją budowlę największy możliwy koszt. Żeby mógł zbudować tę szatnię, zgodził się na śmierć poprzez zatrzaśnięcie w lodówce przez członków SZPO i tych, którzy byli z nimi jednomyślni. Był to naprawdę Ktoś Niecodzienny, bo gdy już nawet chodzące po nim robaki zaczynały zamarzać, on ożył, wstał, i z jeszcze większą gorliwością mówił ludziom o szatni, piekarniku i serniku. Miał o dużo do powiedzenia, więc obficie używał swojego ówczesnego daru bycia w wielu miejscach w Syberii na raz. Jak już powiedział wszystko, co chciał, na oczach obecnych wskoczył do piekarnika i… zniknął.

A gdy po powrocie do piekarnika rozkręcił najsprawniejszą w historii niewidzialną pocztę, dotrzymał swojej obietnicy – w pierwszej kolejności wysłał swoim naśladowcom aromat sernika z dopiskiem, że sernik będzie gotowy jak zakończą swoją podróż w piekarniku. 🙂

### Jak to się ma do sytuacji zmarłego ojca? ###

Jeśli ojciec chłopca świadomie odrzucił możliwość wzięcia kombinezonu z wielkiej, niewidzialnej i ogólnodostępnej szatni, to w momencie wejścia do piekarnika zaczyna się jego ogromna tragedia. Ktoś Niecodzienny zna prawdę i jeśli jest ona zgodna z deklaracjami zmarłego ojca, ów nieboszczyk poniesie „wieczne zatracenie od żaru piekarnika i od jego niebywałej mocy” (2. List do Tesaloniczan 1:9).

Jednak papież Franciszek przekonywał chłopca, że jego tato ma się dobrze i na pewno jest bezpieczny w piekarniku. Bo piekarnik jest taki dobry jak kochający ojciec. Takie przedstawienie sprawy jest totalnie nieprawdziwe.

Chłopcu jest smutno. Mi też, choć nie chodzi mi o porównanie nas. Dla chłopca jest najlepiej w dłuższej perspektywie, żeby uwierzył Temu Niecodziennemu, znalazł kombinezon, zdecydował się na niego i cały czas w nim chodził. Wówczas jego znajomość natury piekarnika może uratować wiele osób!

Chłopcu jest ciężko, jest młody. To zrozumiałe. Ale nie jest dla mnie zrozumiałe zachowanie papieża. Ignorancja i głupota nigdy nie przyczyniły się jeszcze do tego, że ludzie będą mogli bezpiecznie odnaleźć się w piekarniku. Jest jedna jedyna droga, którą przetarł Ktoś Niecodzienny, a jego słowa zostały spisane przez jego ucznia, Jana, w tzw. Wspaniałych Informacjach (3:18): „Naśladowcy Kogoś Niecodziennego nie będą mieli problemu z piekarnikiem, a ci, którzy mu nie wierzą, już sami wybrali swoją przyszłość, nie korzystając z jedynej możliwości ratunku.”.

Ponadto, całemu filmikowi towarzyszy wzruszająca muzyka. Na pewno filmik dzięki temu miał więcej wyświetleń. Chwytał za serce, a ludzie chwytali i podawali dalej – „jakie to piękne i cudowne” 😉 . Profil TOTERAZ (autorzy powyższego filmiku) opiera się na pobudzaniu ludzkich emocji poprzez doprowadzanie do wzruszenia, jak widziałem po ich pozostałych filmikach.

Czy miła muzyka jest na tyle istotna, żeby obłożyć nią nieprawdziwe informacje, które będą miały niszczące konsekwencje w momencie naszego pojawienia się w piekarniku? Trudno się dyskutuje z wyciskaczami łez. Pojawiają się argumenty „jesteś nieczuły”. Nie jestem. Mam uczucia i szkoda mi chłopca. Jak i jeszcze bardziej szkoda mi mojego ucznia, któremu umarł ojciec – tego chłopca znam osobiście. Jak i bardzo mi przykro po śmierci mojego 32-letniego przyjaciela, który zmarł w styczniu na raka. W obliczu tragedii, dobrze, że akurat ów przyjaciel był przed śmiercią bardzo świadomy, co będzie dalej, że założył kombinezon i był zupełnie pewny, że on ma już najlepiej z nas wszystkich, bo idzie do bardzo dobrego miejsca. 🙂

Ale gdy wzruszająca muzyczka jest połączona z nieprawdą, należy wprost powiedzieć – dość tym kłamstwom. Tu stawka jest dużo większa niż uczucia chłopca, a ludzie potrafią przyjąć prawdę dużo chętniej, niż przyjąć fałsz w błyszczącym opakowaniu. Rozpowszechnianie fałszywych informacji o piekarniku to prowadzenie na rzeź. Nie mam problemu z mówieniem prawdy, gdy kłamstwo przyjemnie brzmi, a w konsekwencji powoduje kolejne pożary. Pożary, których już nikt z nas nie będzie mógł ugasić.

Rzadko komentuję takie absurdy, choć jest ich naprawdę pełno. Wyjątkowo mocno proszę Cię więc o udostępnienie tego wpisu. Przecież rozmawiamy o najważniejszej sprawie, jaka istnieje na tym świecie. Co jak co, ale to jest warte 2,4 mln wyświetleń 😉

Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 4. OSTATNIA!

Ten wpis zaczyna się w połowie ostatnio opisywanej rozmowy z księdzem proboszczem. W tym momencie już pewnie wiecie, że czułem się jak pod ostrzałem… Dochodzimy teraz do najważniejszej części naszej rozmowy! 🙂

Wpis jest kontynuacją wcześniejszych wpisów:
1) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego
oraz
2) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 2.
oraz
3) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 3.

Kontynuujemy! 🙂

Ksiądz starał się dużo dowiedzieć, pytał dalej i dalej:
– a w jakiej wspólnocie pan jest? [jak już pisałem, zacząłem ignorować pytania, przyczyna była w poprzednim wpisie]
> […]
– pan nie odpowiedział na pytanie!
> ale ja nie chcę odpowiadać na te pytania.
– no to albo rozmawiamy, albo nie, bo ja też mogę powiedzieć, że nie chcę rozmawiać.

O dziwo… moja taktyka podziałała. Bo powyższa dyskusja skierowała księdza na właściwy temat rozmowy 🙂 . Bo odpowiedziałem następnie, że ja jedynie chciałem, zgodnie z prawem, wypisać się z Kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz na to odpowiedział mi ważną rzecz!
Nie! Może pan się wyprzeć wiary – to tak. Katolickiej – tak. Zgadza się?

To nie powinno być takie dziwne, ale miałem chwilowe poczucie, że właśnie teraz jest szansa w końcu załatwić tę sprawę! Z drugiej strony, nie chciałem powiedzieć głupoty. Ufam Bogu, wierzę w to, że Jezus Chrystus umarł za moje grzechy, zmartwychwstał, abym i ja zmartwychwstał do życia wiecznego. Ufając Bogu, kilka lat temu w pełni świadomie powierzyłem Jezusowi kierownictwo nad swoim życiem, przekazując mu na zawsze rolę Pana w moim życiu. Zgodnie ze Słowem Bożym, przyjąłem chrzest wodny poprzez pełne zanurzenie, a także trwam w osobistej relacji i przymierzu z Jezusem. Zważając na to wszystko, uważając na słowa, odpowiedziałem:
> Katolickiej – tak.
– No to dobrze, to się możemy zgodzić. 😀

W KOŃCU!

Pokazałem swój dowód osobisty, sprawdzili dane, ja podpisałem co trzeba, ksiądz podpisał co trzeba z dopiskiem „Podpis złożony w mojej obecności”, a ja niedługo później dostałem kopię dokumentów dla siebie 🙂 . UDAŁO SIĘ!! 😀

I z czego ja się cieszę? Przecież to powinno być załatwione w jedną wizytę. W kilkanaście minut. Bez 4 wpisów na blogu. Ale dobrze, załatwione – więc jednak się cieszę, bo trochę mnie to kosztowało! 🙂

Ksiądz uświadamiał mnie, że muszę zdawać sobie sprawę ze skutków moralnych, psychicznych i duchowych swojego postępowania, a także, że to może się skończyć tragicznie dla rodziny, i dla mnie też. Coś podobnego usłyszałem w naszej pierwszej rozmowie, choć, jak dobrze zrozumiałem, tym razem to dotyczyło sprawy pogrzebu.

Ksiądz proboszcz kontynuował swoją politykę rozmowy ze mną, starając się uświadomić mi, jak bardzo się pomyliłem ze swoją decyzją. Mówił niejeden raz, że:
– zna swoich parafian, którzy wracają do Kościoła rzymskokatolickiego,
– życzy mi tego, abym ja też wrócił,
– poleca mi się zastanowić nad swoją agresją wobec niego (znowu, i znowu, i znowu…),
– że „Pan Bóg nie zamyka dla mnie drzwi w kościele katolickim”.

Ksiądz mówił, że zawsze mogę wrócić, powiedzieć, że „nie poznałem całej prawdy”, naprawić wszystko względem każdego 😉 . Na gruncie tego został podany przykład nawrócenia apostoła Pawła, choć ksiądz powiedział coś w stylu, że on postępował gorzej, bo zabijał, myśląc, że robi to dla Boga. Taa… ciekawe dlaczego ksiądz przywołał ten przykład rozmawiając ze mną 😉 ? W sumie, już mnie to nie ruszało.

Element humorystyczny związany z powyższym:
– […] Chrystus mu powiedział „Dlaczego mnie prześladujesz”. A gdzie to było?
> Dzieje Apostolskie 9. ( 😀 )
– Gdzie to było, pod …? [ksiądz chyba nie zauważył, że uważałem, że udzieliłem już odpowiedzi na to pytanie]
> Damaszkiem.

Ale się dogadaliśmy… 😀 . Swoją drogą, księdzu chyba włączył się „tryb katechezy”, że mnie o ten Damaszek wypytywał 😉

Dalej, ksiądz mocno namawiał mnie do pójścia do egzorcysty. Gdy dopytałem, kto to jest według niego, odpowiedział, że to kapłan, który ma prawo od biskupa wyrzucenia złego ducha.

Każdy, kto choć trochę czytał Biblię, wie, że… to prawda. Teraz każdy świadomy biblijnie wierzący chrześcijanin odpowie – „zaraz, zaraz, drogi bracie, teraz to ostro przegiąłeś!”. Ale posłuchajcie – wszyscy wierzący w Chrystusa są kapłanami (np. [1. List Piotra, rozdział 2, werset 9]), a także kojarzę jedno miejsce w Biblii, gdzie Jezus został nazwany Biskupem ([1. List Piotra, rozdział 2, werset 25]), choć to nie jest standardowe użycie tego słowa w Biblii. Takim osobom Jezus dał moc nad złymi duchami (np. [Ewangelia Marka, rozdział 16, wersety 16-17]). No więc – przecież to prawda 😉

Oczywiście, powyższa próba wytłumaczenia księdza jest żartobliwa 😉 . Dobrze wiadomo, o jakim biskupie ksiądz mówił, a także o jakim kapłanie. Na pewno nie o tych, o których mówi Biblia. Jak słyszę współcześnie rozumiane słowo biskup, zawsze przypominam sobie, jak daleko jest to oddalone od tego, kim biskup miał być wg Biblii.

Biskup więc ma być nienaganny, mąż jednej żony, czujny, trzeźwy, przyzwoity, gościnny, zdolny do nauczania; Nieoddający się piciu wina, nieskłonny do bicia, niełakomy na brudny zysk, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy; Dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w posłuszeństwie i wszelkim szacunku; Jeśli bowiem ktoś nie umie rządzić własnym domem, jakże będzie mógł troszczyć się o kościół Boży? [1. List do Tymoteusza, rozdział 3, wersety 2-5]

Ksiądz dopytywał też w prowokującym stylu poprzez tendencyjne pytania:
– Świadkowie Jehowy nie chcą się modlić razem, a pan chce się modlić razem, czy nie?
– Kościół katolicki nie zamyka przed nikim drzwi, a pan?
– […] A pan nie chce być manipulowany? Chce pan być manipulowany, czy nie?

Po jednym z tych pytań po prostu poprosiłem go, aby nie zadawał takich tendencyjnych pytań… 😉

Ksiądz też stwierdził, że nawet niewierzący będzie mógł wziąć ślub, a ja nie będę mógł wziąć ślubu (potem dodał, że chodziło o ślub katolicki). Nie mieściło mu się w głowie, że już wziąłem ślub, poza Kościołem rzymskokatolickim… Mówił również, że nie będę mógł być świadkiem na ślubie (też byłem, poza Kościołem rzymskokatolickim), ani chrzestnym (chrzciłem kilka osób, które skierowały swoje życie na drogę z Jezusem, więc w sumie od czasu do czasu w praktyce bywam, powiedzmy, „chrzestnym” 😉 ).

Swoją drogą, za ok. 2 tygodnie mam powiedzieć publicznie coś mądrego ze Słowa Bożego na ślubie mojego przyjaciela. Powiedzmy, będę „prowadzącym kazanie”. To jest NORMALNE, patrząc na Biblię. Pomyśl, jak bardzo jest to dla Ciebie normalne? Jak bardzo myślisz systemem, który obserwujesz wokół siebie? Czemu ślub przed Bogiem przebiega w ten sposób, a nie w inny? Mnie interesuje najbardziej pytanie – „co o tym mówi Biblia?”. Ja sam musiałem to przepracować w głowie, że to jest NORMALNE. Ciekawe, jakby ksiądz na to zareagował… Może i dla jego zdrowia lepiej, że mu tego nie powiedziałem. Bo chyba bym poszybował na samą górę w jego prywatnym rankingu sekt 😀 . Bo w pewnym momencie powiedział mi tylko, że jestem na równi ze Świadkami Jehowy 😉

Ksiądz mi życzył, żebym dobrze spał, żebym miał spokojne sumienie, a gdy powiedziałem, że mam spokojne sumienie, to jeszcze dodatkowo dodał, że powinienem być jeszcze bardzo samokrytyczny. Poruszyłem jeszcze raz temat, że to ksiądz powiedział, że mam złego ducha i że jestem w sekcie. Odpowiedział, że to prawda, że jestem w sekcie (a to była zmiana w stosunku do tego, co powiedział na początku rozmowy, patrz część 3.). Gdy dopytałem, czy mam złego ducha, powiedział, że tego „do końca” nie powiedział i że mogę być pod wpływem złego ducha. Nadal wysyłał do egzorcysty 😉

Sprawdziliśmy, czy wszystkie podpisy są dobre, a następnie pytałem o różne terminy i inne detale. Ksiądz doradzał, że powinienem słuchać bardziej Boga niż ludzi, ale chyba nie zauważył w tej całej sytuacji paradoksu tego, co właśnie powiedział. Życzyłem księdzu proboszczowi wszystkiego dobrego, po czym wyszedłem 🙂 .

TO KONIEC NASZYCH PRZYGÓD! 😀

Czy mam jakieś wnioski?
1) Jeśli ktoś z Twoich znajomych mieszka w zasięgu parafii, gdzie wiesz, że możesz się bez stresu wypisać z Kościoła rzymskokatolickiego, to zastanów się, czy nie łatwiej wpisać tamtejszy adres, pójść do tamtejszego proboszcza, a efekt będzie dokładnie taki sam. Ja chciałem to załatwić wprost, tam, gdzie naprawdę mieszkam. Ale może jestem zbyt prostolinijny? Może niepotrzebnie się trudziłem? Na ten adres przyjdzie jedynie powiadomienie listowne, i to wszystko. Warto to przemyśleć.
2) Cieszę się, że to ostatnia część przygód 😉

Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 3.

W czwartek miała miejsce moja najdłuższa rozmowa z księdzem proboszczem 🙂 . Na dzień dobry ksiądz proboszcz powitał mnie słowami „Proszę pana, czekam na przeprosiny. Możemy porozmawiać kulturalnie, jak pan kulturalnie się zachowa.”. Zaczyna się nieźle. 😉

To było 20 trudnych minut z mojego życia 😉 . Zapraszam na relację z tego wiekopomnego spotkania 🙂 . Wpis jest kontynuacją wcześniejszych wpisów:
1) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego
oraz
2) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 2.

Nie do końca wiedziałem, o co księdzu chodzi z tymi przeprosinami, więc starałem się dojść do wyjaśnienia sprawy – wspomniałem więc, że ksiądz powiedział, że mam złego ducha i że jestem w sekcie – ja byłem od początku gotów porozmawiać i podpisać dokumenty. Ksiądz mi przerwał twierdząc, że tak nie powiedział! Ciekawe… Nie dał mi dojść do słowa, że przecież powiedział mi to przez telefon. Ksiądz mi tłumaczył, że sekretarz parafii byłby przecież świadkiem, gdyby ksiądz coś takiego powiedział! 😀

Mniej więcej tak to wyglądało. Niestety, kulturalna rozmowa z tym księdzem proboszczem nie jest możliwa. Natychmiast przerywa, nie wysłuchuje. 🙁

Czy ktoś z czytających to jeszcze w ogóle pamięta, że ja tam poszedłem, aby wypisać się z Kościoła rzymskokatolickiego? Chyba „something is no yes”, bo zamiast wypisania się, zacząłem brać udział w telenoweli „Spotkanie z proboszczem”! 😀

Serio, czytam sobie cały ten swój wpis, i mi tak strasznie przykro, że te rozmowy przebiegały w ten sposób… Co tego człowieka tak nastawiło przeciw mnie? To, że przy naszym pierwszym spotkaniu nie byłem zadowolony z faktu, że mam czekać tydzień na złożenie dokumentów, gdy wcale tygodnia czekać nie musiałem? Potem cały czas stawiał mi przeszkody. No nic, lecimy dalej z relacją!

W końcu udało mi się zauważyć, że ksiądz poczuł się dotknięty tym, że mu powiedziałem, że zgodnie z prawem nie muszę przyjść z chrzestnymi, aby się wypisać z Kościoła rzymskokatolickiego. Że po prostu nie ma racji.

Ksiądz twierdził, że ma prawo wymagać chrzestnych, że Prawo Kanoniczne tego wymaga, że… po prostu oni są wymagani! Ale zaraz w sumie dodał, że „być może teraz nie jest to konieczne, ale przez pewien czas było”. Widać było efekty rozmowy z „notariuszem”, o których pisałem w ostatnim wpisie. Chwała Bogu 🙂

Gdy go zapytałem, czy chrzestni nie są już konieczni wg dzisiejszej procedury, ksiądz wrócił do retoryki, że go „oczerniam”, a potem mówił, że słyszał i wiedział, że ma prawo wzywać rodziców chrzestnych, a jeżeli nie, to można się dogadać, jeśli bym się zachował kulturalnie.

Jak widzicie po dwóch wcześniejszych wpisach, na pewno z księdzem proboszczem mocno różnimy się z postrzeganiu rzeczywistości wokół nas. Czułem się trochę zrezygnowany, że muszę tam jeszcze być, że nie mogę sobie po prostu wyjść i mieć tego z głowy. Ale byłem dzielny! 😉

Już rozumiecie, jaki był klimat tej rozmowy? Co tam, że przepisy się zmieniły – ksiądz teraz już dobrze o tym wie, bo miał telefon z kurii – on po prostu uważa, że zna się na tym wystarczająco dobrze, wręcz – najlepiej. Gdyby słuchał ludzi wokół – dowiedziałby się, że w tej po prostu kwestii się pomylił. Dla księdza proboszcza przyznanie się do tej pomyłki było ponad siły. Masakra! To powinno być jasne – ksiądz proboszcz musi się orientować w prawie w takich sprawach, a przynajmniej słuchać ludzi, którzy się na tym znają i mu to wprost powiedzą. I respektować to.

Potem ksiądz zaczął w swoim stylu wypytywać mnie o wiele rzeczy, m.in.:
– komu to jest potrzebne (wypisanie z Kościoła rzymskokatolickiego)?
– a komu?
– a do czego?
– do czego? do czego?

Nawet gdy zacząłem coś mówić, ksiądz mi natychmiastowo przerywał. Cóż, skoro tak, to starałem się ignorować te pytania. Dowiedziałem się też, że wg księdza nie mogę się wypisać, bo to nie jest byle jaka organizacja, tylko istniejąca od założenia Chrystusa, od 2.000 lat, ma bardzo dużo milionów wyznawców, a także jest bardzo znaną wspólnotą.

Nie komentowałem już tego podejścia „na krucjatę”, ale ta organizacja nie istnieje od czasów Chrystusa i nie ma 2.000 lat. Wystarczy zbadać historię. Wyznawców ma dużo, lecz większość tylko w dokumentach, choć nadal nie wiem, na co to miał być argument? 🙂 Bo czego oznaką (dla Boga) ma być rozpoznawalność oraz tłumy ludzi, które twierdzą, że „w grupie siła”?

I ktoś go zapytał: Panie, czy mało jest tych, którzy będą zbawieni? On zaś im odpowiedział: Usiłujcie wejść przez ciasną bramę, bo mówię wam, że wielu będzie chciało wejść, lecz nie będą mogli. Gdy gospodarz wstanie i zamknie drzwi, zaczniecie stać na zewnątrz i pukać do drzwi, mówiąc: Panie, Panie, otwórz nam! A on wam odpowie: Nie znam was i nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Jedliśmy i piliśmy z tobą, i nauczałeś na naszych ulicach. A on powie: Mówię wam, nie znam was i nie wiem, skąd jesteście; odstąpcie ode mnie wszyscy, którzy czynicie nieprawość. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka, Jakuba i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a samych siebie wyrzuconych precz. I przyjdą inni ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa, i zasiądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. [Ewangelia Łukasza, rozdział 13, wersety 23-30]

Mimo to, widać było, że ksiądz wie, że musi przyjąć ode mnie ten dokument…

Ten wpis nabiera dużych rozmiarów… I podjąłem decyzję… I wiem, że niektórzy będą przez to nastawieni wobec mnie znacznie mniej przychylnie, niż ksiądz proboszcz… I troszkę się boję konsekwencji spotkania w najbliższych dniach twarzą w twarz z dowolnym czytelnikiem tych przygód…

Ale ciąg dalszy tej „przygody” przygotuję i wypuszczę po weekendzie! 😀

Dla zachęty dodam, że nie doszedłem jeszcze do punktu kulminacyjnego tej rozmowy! 🙂 

Bądźcie czujni! 😉

Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego – część 2.

Dziś będzie kontynuacja przygód, które opisałem wcześniej na blogu we wpisie Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego. Akcja jest cały czas przyprawiająca o emocje 😉

W święta sobie chorowałem, więc dzisiaj, w czwartek po świętach, wracając od fryzjera, zadzwoniłem do sekretarza Parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Warszawie. Akurat miałem tam 5 minut piechotą. Sekretarz był cały czas bardzo miły i uczynny, przekazał słuchawkę ks. proboszczowi Arkadiuszowi Wójtowiczowi (zgodnie ze stroną www parafii). Ten był jednak bardzo zdecydowany – tym razem powiedział mi, że nic nie podpiszemy, bo… mam przyjechać z chrzestnymi ze chrztu katolickiego! Następnie odłożył telefon.

Poszedłem jednak do tej kancelarii parafialnej. Tam ksiądz powtórzył, że mam przyjechać z „chrzestnymi” oraz że nic nie podpiszemy. Powiedziałem mu, że mam prawo wypisać się z Kościoła katolickiego i przy obecnej procedurze nie są wymagani chrzestni. Ksiądz stwierdził, że może wezwać policję, straż miejską, bo on jest dla mnie przychylnie nastawiony (czy coś takiego), a ja mu wymawiam różne rzeczy.

Taaa… 😉

Rozumiecie to? Pan ksiądz Arkadiusz dla swojego widzimisię chciałby, abym dodatkowo ściągał dwie osoby z różnych miejsc w Polsce, no i po co? Pewnie znowu znalazłby jakąś wymówkę. Może by zabrakło rodziców? Wszystkich świadków „pierwszej komunii”? Co jeszcze? To jest totalne lekceważenie prawa, co tam prawa – lekceważenie człowieka. Stanowisko proboszcza nie uprawnia do takich zachowań 🙁 . Jezus radził coś zupełnie przeciwnego.

Ale Jezus przywołał ich do siebie i powiedział: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, panują nad nimi, a ich wielcy sprawują nad nimi swą władzę. Lecz nie tak ma być wśród was, ale kto między wami chce być wielki, niech będzie waszym sługą. A kto z was chce być pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, ale aby służyć i aby dać swe życie na okup za wielu. [Ewangelia Marka, rozdział 10, wersety 42-45]

Jestem ciekawy, co ten ksiądz ma w głowie, że tak się zachowuje. Szczerze, nie rozumiem tej nieustępliwości w uprzykrzaniu życia.

Znowu, widziałem, że sekretarz spuścił wzrok, a gdy ks. proboszcz poszedł do oddzielnego pokoiku, zapytałem, dlaczego ks. proboszcz robi takie rzeczy, nie stosując się do prawa, które go obowiązuje. No cóż… „przełożonych się nie wybiera”.

Udało mi się uzyskać dane kontaktowe do „organu nadzorczego nad parafią”, tzn. Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Niecałą godzinę później rozmawiałem z panem „notariuszem” z kurii (tak nazywają tego pana), gdzie poinformowałem go o mojej sytuacji z ks. proboszczem. W ciągu 3 godzin pan „notariusz” z kurii raz zadzwonił do mnie, że próbował już 3 razy dzwonić do ks. Arkadiusza, bezskutecznie, a pewien czas później zadzwonił do mnie drugi raz z nowiną, że jednak mu się udało porozmawiać z ks. Arkadiuszem. Efekt? Bardzo pożądany! Proboszcz przyjmie ode mnie te dokumenty! 🙂

Powiem Wam jedno – gdyby każdy urząd działał w takim tempie, jak działają te kurie, wszystko szłoby bardzo szybko. Nie wiem, ile takie kurie mają pracy w porównaniu z urzędami państwowymi (zapewne mniej, ale nie wiem), ale jak mają coś zrobić, robią to szybko i dobrze (w pierwszej części opisywałem problem z wydaniem aktu chrztu, gdzie również uzyskałem pomoc „z kurii”). Przynajmniej to moje doświadczenie z nimi.

Proszono mnie, abym też dopisał w dokumencie, że „nie życzę sobie obecności katolickiego księdza na moim pogrzebie”. Dobrze, będę więc drukował dokumenty po raz trzeci. Pytanie, z jaką datą mam drukować, żeby tym razem trafić 😛 . Zadzwonię tam jeszcze po południu, dopytam, czy ks. Arkadiusz będzie jutro rano na parafii, i jeśli tak, to wydrukuję dokumenty z jutrzejszą datą 😉 . Mam nadzieję, że to będzie bez znaczenia.

Jak to dobrze, że w kościele domowym, którego jestem częścią, nie ma takich problemów. Nie trzeba się z niczym kryć, ludzie się znają i są prawdziwi przed sobą nawzajem, wszystko jest żywe, nie trzeba załatwiać sterty dokumentów. Czytając Dzieje Apostolskie od razu mocno rzuca się w oczy to, jak żyli tamci wierzący. Jednym słowem – kościół musi być PRAWDZIWY.

Ciąg dalszy nastąpi, choć sam bym chciał mieć to już za sobą… 😛

P.S. Znalazłem w Internecie takie zdanie „notoryczne niepraktykowanie nie jest jednak dowodem na apostazję”. Jeśli myślisz, że nie uczęszczając w życiu wspólnoty, Kościół katolicki nie traktuje Cię jako katolika – mylisz się. Oczywiście można pytać, dlaczego tak jest… ale tak już jest, jeśli nie uważasz się za katolika, to póki sam coś z tym nie zrobisz, w dokumentach ciągle nim jesteś. Rób z tym co chcesz.

Co to znaczy: wierzyć w Boga?

Co to znaczy: wierzyć w Boga? Zwykle, kiedy myślimy o wierze w coś, mamy na myśli intelektualne przekonanie, że coś istnieje lub jest prawdą. Ale wiara w Boga oznacza też coś więcej: nie tylko uznanie, że On istnieje, lecz także zaufanie Mu na tyle, że zgadzamy się postępować zgodnie z tym co powiedział. Zilustruję to poniższym przykładem.

Załóżmy, że znalazłeś się nad brzegiem przepaści i chcesz dostać się na drugą stronę. Jedynym sposobem na to jest most przerzucony nad nią. Mógłbyś oczywiście powiedzieć, że wierzysz w to, iż przejście po moście jest bezpieczne, i na tym poprzestać. Taka „wiara” jednak nie zaprowadzi cię na druga stronę, gdyż wprawdzie twierdzisz, że wierzysz, ale nie wiąże się z tym żadne działanie. Jeśli jednak naprawdę wierzysz, że możesz bezpiecznie przejść, to oczywiście natychmiast wejdziesz na most i pójdziesz po nim dalej.

Oczywiście, jeżeli chcemy w taki sposób zaufać Bogu, musimy najpierw wiedzieć, jaki On jest i czego od nas oczekuje. Zanim zadecydowałbyś, czy przejście przez most jest bezpieczne, na pewno dobrze przyjrzałbyś mu się, żeby ocenić, czy naprawdę tak jest. Podobnie jest z wiarą: Bóg nie chce nigdy, aby wiara człowieka była ślepa albo głupia, wynikała jedynie z tradycji, przesądów albo niewiedzy; chce raczej, aby każdy człowiek mógł poznać Go i świadomie zdecydować o tym, że chce Mu wierzyć.

Bóg objawił ludziom, jakim jest poprzez Biblię – Pismo Święte. Jednak taki sposób poznania Boga to zaledwie początek – to tak, jakby czytać książkę o kimś, kogo nigdy nie miało się okazji spotkać. Bóg chce, abyśmy poznali Go naprawdę, osobiście – On jest osobą, z którą możemy rozmawiać, poznawać Go i nawiązać bliską więź. Wiara w Boga oznacza więc także posiadanie takiej więzi z Nim. Jeżeli nie możesz powiedzieć o sobie, że ją masz, zachęcam Cię do przeczytania tekstu (patrz link poniżej), który pomoże ci zrozumieć, jak można ją nawiązać.

Powyższy tekst pochodzi ze strony: http://ewangelia.pl/co-to-znaczy-wierzyc-w-boga/, gdzie też można poczytać więcej.

Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego

Miałem ostatnio kilka ciekawych przygód z księżmi. Powodem tych przygód było to, że chciałem, aby moje imię i nazwisko nie figurowało dłużej jako członek Kościoła rzymskokatolickiego. Obecne procedury pozwalają na szybkie i sprawne wypisanie się z KRK, ale trafiłem na bardzo gorliwych księży, w związku z czym moja droga była dużo dłuższa…

Aby wypisać się z Kościoła rzymskokatolickiego, zrobiłem następujące rzeczy.

1. Z parafii, gdzie obył się mój „nieświadomy chrzest”, wziąłem „Metrykę chrztu”.

Mój „nieświadomy chrzest” odbył się w małej parafii. Tam wszyscy wszystkich znają, na dodatek byłem kiedyś ministrantem, więc ksiądz mnie dobrze zna. Przyszedłem tam, porozmawialiśmy, ksiądz (co nieco) wiedział, że Jezus jest moim Panem, ale nie uczestniczę w życiu Kościoła rzymskokatolickiego, więc zadawał mi dużo pytań. Rozmowa była dość kulturalna, choć widziałem jasno wyznaczony przebieg rozmowy, tzn. widziałem, kto tu powinien mieć rację, a kto tu powinien się mylić 😉 .

W pewnym momencie wspomniałem, że chciałbym w.w. „Metrykę chrztu”. Ksiądz powiedział, że wypisze mi to od ręki, tylko zapytał o cel wzięcia tego papierka… I okazało się, że jednak nie mógł mi tego wypisać od ręki 😉 . Choć zdawałem sobie sprawę ze swojego prawa, ksiądz nie miał o tym pojęcia i powiedział, że nie może tego wydać.

Powiedział, że dzień później na parafii będzie „ksiądz prawnik” z kurii, i ten „ksiądz prawnik” wszystko z nim przegada. Dokładnie tak było, a nawet dzień później rano dostałem telefon, że jak najbardziej ksiądz wypisze akt chrztu.

Ostatnio byłem w swojej rodzinnej miejscowości, ale tylko przejazdem. Zdzwoniłem się z księdzem, akurat go nie było w odpowiednich godzinach na parafii, więc przekazał ten akt chrztu moim rodzicom (tak, rozmawiałem z nimi o wszystkim i wszystko wiedzą 😉 ).

Co, jak co, ale gdy już ksiądz uzupełnił swoją wiedzę na temat wypisania się ze struktur Kościoła rzymskokatolickiego, wszystko poszło sprawnie. Szkoda, że przez niewiedzę wszystko przeciągnęło się o 2 miesiące, ale ogólnie wszystko było „na poziomie” i bez zbędnych przeciągań sprawy.

2. Z tą metryką chrztu, z oświadczeniem woli oraz z 3 kopiami deklaracji wystąpienia z Kościoła rzymskokatolickiego udałem się do parafii, w której aktualnie mieszkam.

Tak, takie są procedury. Musiałem odwiedzić parafię Kościoła rzymskokatolickiego, w zasięgu której aktualnie mieszkam.

Najpierw była długa rozmowa z księdzem z 11-letnim doświadczeniem. Ksiądz był miły, spokojnie sobie porozmawialiśmy, jakieś 45 minut. Ja rozumiałem jego punkt widzenia (choć się z nim nie zgadzam), a on rozumiał mój (vice versa). Obaj się szanowaliśmy.

Ksiądz mnie poinstruował o karze ekskomuniki, dzięki czemu m.in. „nie mam prawa do pogrzebu według obrządku katolickiego i nie może tego żądać dla mnie moja rodzina”. Cóż, jeśli mam być szczery, mi też to jest na rękę 🙂 .

I teraz zaczyna się najciekawsza część spektaklu. Bo jak już skończyliśmy rozmowę, wrócił żywiołowy ksiądz proboszcz. W 3 minuty znacznie bardziej podgrzał atmosferę, niż wcześniejszy ksiądz. Ostrzegał mnie, abym „nie płakał później, bo my nie chcemy, aby pan później płakał”, że „nie potrzeba takich 20 Lutrów jak pan”, i jeszcze kilka innych zdań pod moim adresem. Odbyliśmy również ciekawy następujący dialog, który postaram się jak najdokładniej odtworzyć:
– jak pan myśli, dlaczego ludzie przechodzą na katolicyzm?
> a jak ksiądz myśli, dlaczego ludzie przechodzą np. na islam?
– a co pan odpowiada pytaniem na pytanie? tak robią Świadkowie Jehowy! a Pan jest chrześcijanin czy Żyd?

Bez komentarza.

Pomimo, że mieli obowiązek przyjąć te dokumenty od razu, oddalili mnie i kazali mi się jeszcze tydzień zastanowić, „bo tak im radzą z góry”. Nie lubię, jak ktoś marnuje mój czas pod pretekstem dobrych intencji, tę decyzję przemyślałem bardzo dokładnie, a mimo to, „ze względu na ich sumienie”, nie przyjęli ode mnie tych dokumentów.

Cóż, zmarnowali mój czas.

3. W poprzedniej wersji tego wpisu miałem tutaj zdanie „W poniedziałek (za 6 dni) idę i w końcu to złożę. Mam nadzieję, że tym razem skutecznie.”.

A gdzie tam 😀 ! W poniedziałek księdza proboszcza nie było, pomimo, że miał wtedy być i wiedział o tym, że przyjdę (przypominał mu o tym pan sekretarz parafii z kancelarii). Zostałem poinformowany, że ksiądz proboszcz niedługo wróci, więc czekałem 20 minut, i się nie doczekałem. Sam byłem umówiony na spotkanie, miałem też iść do pracy. Spieszyło mi się, szczerze mówiąc.

Trochę mi się zrobiło smutno, bo wiem, że w innych parafiach w Warszawie załatwiają takie rzeczy „od ręki”, bez niepotrzebnych przedstawień. Nie chcę kombinować z miejscem adresu, chcę złożyć te dokumenty zgodnie z prawem, czyli w parafii, w zasięgu której aktualnie mieszkam.

Jeśli chcieli, żebym przez ten tydzień jeszcze raz pomyślał o plusach Kościoła rzymskokatolickiego, to strzelili sobie w stopę. Po tych 20 minutach, gdy musiałem się tłumaczyć, że się spóźnię na spotkanie, zapytałem, czy wiadomo, kiedy ksiądz proboszcz wróci. Osoba przyjmująca dokumenty powiedziała, że „nadzieja zawsze jest”. Serio? To wróci niedługo, czy nie jest wiadome, o której wróci? To nie było poważne, aby zwodzić mnie scenariuszem szybkiego powrotu księdza proboszcza, gdy godzina jego powrotu nie była wiadoma.

Wyszedłem stamtąd, nie załatwiwszy tej sprawy. Dostałem za to nr telefonu do księdza proboszcza.

Kolejny dopisek – dziś (środa) się dodzwoniłem. Ksiądz proboszcz powiedział, że nie możemy w najbliższych dniach tego załatwić, bo tu chodzi o… uwikłanie w sektę oraz że… mam złego ducha! Już się przyzwyczaiłem do takiej kompletnej niewiedzy i ignorancji, choć nadal uważam to za ogromnie bezczelne zachowanie, aby wydawać taki osąd praktycznie mnie nie znając.

Zamiast się złościć po prostu zapytałem, kiedy mogę w końcu go zastać i podpisać w jego obecności wszystkie przygotowane dokumenty. Odpowiedź była: po świętach, żebym (ja, wypisujący się) miał czas to wszystko przemyśleć (święta są w najbliższy weekend). W sumie niedługo, choć wiadomo, że chciałbym to już załatwić. Nie potrafię wytłumaczyć tym osobom, że jestem zdecydowany.

W ogóle pewnie zapytacie, po co w ogóle jest potrzebny tamtejszy ksiądz proboszcz? Przepisy są takie, że mam podpisać te dokumenty w jego obecności. Powstaje pewien problem, gdy ksiądz proboszcz z jakichś powodów nie chce współpracować…

4. Gorliwości księdzu proboszczowi z Parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Warszawie może pozazdrościć niejeden urzędnik państwowy – ksiądz proboszcz na swojej pozycji czuje się bardzo pewnie i ignoruje pewne rzeczy, do których go obliguje prawo.

Nawet sekretarz parafii powiedział w poniedziałek, że rzeczywiście im gorąco zalecają „z góry”, aby dać ludziom tydzień czasu na zastanowienie się, gdyż często takie decyzje są podejmowane pod wpływem chwilowych emocji. Dodał jednak, że ksiądz proboszcz rozmawiał z tym drugim księdzem i ten drugi ksiądz przekazywał księdzu proboszczowi, że moja decyzja jest przemyślana. Pan sekretarz podbił mi nawet wszystkie pieczątki w imieniu księdza proboszcza. Czekam tylko na podpis i możliwość dania swojego podpisu. Widziałem też na zeszłotygodniowej rozmowie, że kiedy żywiołowy ksiądz proboszcz wyrzucał mi różne w.w. rzeczy, sekretarz parafii i drugi ksiądz mieli spuszczone oczy, że nie chcieli się angażować w taki styl prowadzenia rozmowy. Kwestia jednej osoby.

Ja nie chcę tu wydawać oceny, pomyślcie sami. Póki co cierpliwie czekam na nasze najbliższe spotkanie. Myślę jednak, że takie rzeczy nie powinny się zdarzać, więc warto to opisać i podzielić się na szerszym forum moim przypadkiem.

Zapewne trafiłem na szczególny splot okoliczności. Wiem to. Znam kilka osób, które załatwiły to wszystko „od ręki”, zarówno w parafii chrztu, jak i w parafii zamieszkania. Trafiłem po prostu na mojej drodze na osoby nieświadome lub nadgorliwe (to gorzej). Myślę jednak, że warto traktować się poważnie i nie utrudniać innym osobom życia. Mi utrudniono życie, zupełnie niepotrzebnie. Chciałbym, żeby szacunek dla drugiej osoby był standardem.

###

A dlaczego w ogóle zdecydowałem się wystąpić?

Bo jest to zgodne z prawdą, czyli ze stanem faktycznym. W oświadczeniu woli napisałem:

Powodem, dla którego opuszczam ten Kościół, jest to, że nie zgadzam się z teologią i praktykami obecnymi w Kościele rzymskokatolickim. Jestem chrześcijaninem biblijnie wierzącym, przyjąłem świadomy chrzest wodny poprzez pełne zanurzenie w wodzie (poza Kościołem rzymskokatolickim), a także żywo uczestniczę w kościele domowym niezwiązanym z religią rzymskokatolicką. Od wielu lat nie uczestniczę również w życiu Kościoła rzymskokatolickiego. Moje dalsze figurowanie w dokumentach jako członek Kościoła rzymskokatolickiego pozostaje w sprzeczności z faktami i z moim sumieniem.

Co do teologii, mam na myśli m.in. czyściec, chrzest niemowląt, kult Maryi i świętych, sukcesję apostolską, i dużo, dużo innych rzeczy, które weszły do tradycji jako wymysł ludzki oraz przeczą Pismu Świętemu.

Nie chcę nikogo o tym przekonywać, każdy niech myśli za siebie. Ja te rzeczy widzę bardzo wyraźnie na gruncie Pisma Świętego, a jak wiecie, co jakiś czas umieszczam na blogu tematy związane z Bogiem i Biblią, więc w pewnym momencie będzie czas na dyskusje i o tamtych tematach 🙂