Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego ? część 4. OSTATNIA!

Ten wpis zaczyna się w połowie ostatnio opisywanej rozmowy z księdzem proboszczem. W tym momencie już pewnie wiecie, że czułem się jak pod ostrzałem… Dochodzimy teraz do najważniejszej części naszej rozmowy! 🙂

Wpis jest kontynuacją wcześniejszych wpisów:
1) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego
oraz
2) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego ? część 2.
oraz
3) Moje przygody przy próbie wypisania się z Kościoła katolickiego ? część 3.

Kontynuujemy! 🙂

Ksiądz starał się dużo dowiedzieć, pytał dalej i dalej:
– a w jakiej wspólnocie pan jest? [jak już pisałem, zacząłem ignorować pytania, przyczyna była w poprzednim wpisie]
> […]
– pan nie odpowiedział na pytanie!
> ale ja nie chcę odpowiadać na te pytania.
– no to albo rozmawiamy, albo nie, bo ja też mogę powiedzieć, że nie chcę rozmawiać.

O dziwo… moja taktyka podziałała. Bo powyższa dyskusja skierowała księdza na właściwy temat rozmowy 🙂 . Bo odpowiedziałem następnie, że ja jedynie chciałem, zgodnie z prawem, wypisać się z Kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz na to odpowiedział mi ważną rzecz!
Nie! Może pan się wyprzeć wiary – to tak. Katolickiej – tak. Zgadza się?

To nie powinno być takie dziwne, ale miałem chwilowe poczucie, że właśnie teraz jest szansa w końcu załatwić tę sprawę! Z drugiej strony, nie chciałem powiedzieć głupoty. Ufam Bogu, wierzę w to, że Jezus Chrystus umarł za moje grzechy, zmartwychwstał, abym i ja zmartwychwstał do życia wiecznego. Ufając Bogu, kilka lat temu w pełni świadomie powierzyłem Jezusowi kierownictwo nad swoim życiem, przekazując mu na zawsze rolę Pana w moim życiu. Zgodnie ze Słowem Bożym, przyjąłem chrzest wodny poprzez pełne zanurzenie, a także trwam w osobistej relacji i przymierzu z Jezusem. Zważając na to wszystko, uważając na słowa, odpowiedziałem:
> Katolickiej – tak.
– No to dobrze, to się możemy zgodzić. 😀

W KOŃCU!

Pokazałem swój dowód osobisty, sprawdzili dane, ja podpisałem co trzeba, ksiądz podpisał co trzeba z dopiskiem „Podpis złożony w mojej obecności”, a ja niedługo później dostałem kopię dokumentów dla siebie 🙂 . UDAŁO SIĘ!! 😀

I z czego ja się cieszę? Przecież to powinno być załatwione w jedną wizytę. W kilkanaście minut. Bez 4 wpisów na blogu. Ale dobrze, załatwione – więc jednak się cieszę, bo trochę mnie to kosztowało! 🙂

Ksiądz uświadamiał mnie, że muszę zdawać sobie sprawę ze skutków moralnych, psychicznych i duchowych swojego postępowania, a także, że to może się skończyć tragicznie dla rodziny, i dla mnie też. Coś podobnego usłyszałem w naszej pierwszej rozmowie, choć, jak dobrze zrozumiałem, tym razem to dotyczyło sprawy pogrzebu.

Ksiądz proboszcz kontynuował swoją politykę rozmowy ze mną, starając się uświadomić mi, jak bardzo się pomyliłem ze swoją decyzją. Mówił niejeden raz, że:
– zna swoich parafian, którzy wracają do Kościoła rzymskokatolickiego,
– życzy mi tego, abym ja też wrócił,
– poleca mi się zastanowić nad swoją agresją wobec niego (znowu, i znowu, i znowu…),
– że „Pan Bóg nie zamyka dla mnie drzwi w kościele katolickim”.

Ksiądz mówił, że zawsze mogę wrócić, powiedzieć, że „nie poznałem całej prawdy”, naprawić wszystko względem każdego 😉 . Na gruncie tego został podany przykład nawrócenia apostoła Pawła, choć ksiądz powiedział coś w stylu, że on postępował gorzej, bo zabijał, myśląc, że robi to dla Boga. Taa… ciekawe dlaczego ksiądz przywołał ten przykład rozmawiając ze mną 😉 ? W sumie, już mnie to nie ruszało.

Element humorystyczny związany z powyższym:
– […] Chrystus mu powiedział „Dlaczego mnie prześladujesz”. A gdzie to było?
> Dzieje Apostolskie 9. ( 😀 )
– Gdzie to było, pod …? [ksiądz chyba nie zauważył, że uważałem, że udzieliłem już odpowiedzi na to pytanie]
> Damaszkiem.

Ale się dogadaliśmy… 😀 . Swoją drogą, księdzu chyba włączył się „tryb katechezy”, że mnie o ten Damaszek wypytywał 😉

Dalej, ksiądz mocno namawiał mnie do pójścia do egzorcysty. Gdy dopytałem, kto to jest według niego, odpowiedział, że to kapłan, który ma prawo od biskupa wyrzucenia złego ducha.

Każdy, kto choć trochę czytał Biblię, wie, że… to prawda. Teraz każdy świadomy biblijnie wierzący chrześcijanin odpowie – „zaraz, zaraz, drogi bracie, teraz to ostro przegiąłeś!”. Ale posłuchajcie – wszyscy wierzący w Chrystusa są kapłanami (np. [1. List Piotra, rozdział 2, werset 9]), a także kojarzę jedno miejsce w Biblii, gdzie Jezus został nazwany Biskupem ([1. List Piotra, rozdział 2, werset 25]), choć to nie jest standardowe użycie tego słowa w Biblii. Takim osobom Jezus dał moc nad złymi duchami (np. [Ewangelia Marka, rozdział 16, wersety 16-17]). No więc – przecież to prawda 😉

Oczywiście, powyższa próba wytłumaczenia księdza jest żartobliwa 😉 . Dobrze wiadomo, o jakim biskupie ksiądz mówił, a także o jakim kapłanie. Na pewno nie o tych, o których mówi Biblia. Jak słyszę współcześnie rozumiane słowo biskup, zawsze przypominam sobie, jak daleko jest to oddalone od tego, kim biskup miał być wg Biblii.

Biskup więc ma być nienaganny, mąż jednej żony, czujny, trzeźwy, przyzwoity, gościnny, zdolny do nauczania; Nieoddający się piciu wina, nieskłonny do bicia, niełakomy na brudny zysk, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy; Dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w posłuszeństwie i wszelkim szacunku; Jeśli bowiem ktoś nie umie rządzić własnym domem, jakże będzie mógł troszczyć się o kościół Boży? [1. List do Tymoteusza, rozdział 3, wersety 2-5]

Ksiądz dopytywał też w prowokującym stylu poprzez tendencyjne pytania:
– Świadkowie Jehowy nie chcą się modlić razem, a pan chce się modlić razem, czy nie?
– Kościół katolicki nie zamyka przed nikim drzwi, a pan?
– […] A pan nie chce być manipulowany? Chce pan być manipulowany, czy nie?

Po jednym z tych pytań po prostu poprosiłem go, aby nie zadawał takich tendencyjnych pytań… 😉

Ksiądz też stwierdził, że nawet niewierzący będzie mógł wziąć ślub, a ja nie będę mógł wziąć ślubu (potem dodał, że chodziło o ślub katolicki). Nie mieściło mu się w głowie, że już wziąłem ślub, poza Kościołem rzymskokatolickim… Mówił również, że nie będę mógł być świadkiem na ślubie (też byłem, poza Kościołem rzymskokatolickim), ani chrzestnym (chrzciłem kilka osób, które skierowały swoje życie na drogę z Jezusem, więc w sumie od czasu do czasu w praktyce bywam, powiedzmy, „chrzestnym” 😉 ).

Swoją drogą, za ok. 2 tygodnie mam powiedzieć publicznie coś mądrego ze Słowa Bożego na ślubie mojego przyjaciela. Powiedzmy, będę „prowadzącym kazanie”. To jest NORMALNE, patrząc na Biblię. Pomyśl, jak bardzo jest to dla Ciebie normalne? Jak bardzo myślisz systemem, który obserwujesz wokół siebie? Czemu ślub przed Bogiem przebiega w ten sposób, a nie w inny? Mnie interesuje najbardziej pytanie – „co o tym mówi Biblia?”. Ja sam musiałem to przepracować w głowie, że to jest NORMALNE. Ciekawe, jakby ksiądz na to zareagował… Może i dla jego zdrowia lepiej, że mu tego nie powiedziałem. Bo chyba bym poszybował na samą górę w jego prywatnym rankingu sekt 😀 . Bo w pewnym momencie powiedział mi tylko, że jestem na równi ze Świadkami Jehowy 😉

Ksiądz mi życzył, żebym dobrze spał, żebym miał spokojne sumienie, a gdy powiedziałem, że mam spokojne sumienie, to jeszcze dodatkowo dodał, że powinienem być jeszcze bardzo samokrytyczny. Poruszyłem jeszcze raz temat, że to ksiądz powiedział, że mam złego ducha i że jestem w sekcie. Odpowiedział, że to prawda, że jestem w sekcie (a to była zmiana w stosunku do tego, co powiedział na początku rozmowy, patrz część 3.). Gdy dopytałem, czy mam złego ducha, powiedział, że tego „do końca” nie powiedział i że mogę być pod wpływem złego ducha. Nadal wysyłał do egzorcysty 😉

Sprawdziliśmy, czy wszystkie podpisy są dobre, a następnie pytałem o różne terminy i inne detale. Ksiądz doradzał, że powinienem słuchać bardziej Boga niż ludzi, ale chyba nie zauważył w tej całej sytuacji paradoksu tego, co właśnie powiedział. Życzyłem księdzu proboszczowi wszystkiego dobrego, po czym wyszedłem 🙂 .

TO KONIEC NASZYCH PRZYGÓD! 😀

Czy mam jakieś wnioski?
1) Jeśli ktoś z Twoich znajomych mieszka w zasięgu parafii, gdzie wiesz, że możesz się bez stresu wypisać z Kościoła rzymskokatolickiego, to zastanów się, czy nie łatwiej wpisać tamtejszy adres, pójść do tamtejszego proboszcza, a efekt będzie dokładnie taki sam. Ja chciałem to załatwić wprost, tam, gdzie naprawdę mieszkam. Ale może jestem zbyt prostolinijny? Może niepotrzebnie się trudziłem? Na ten adres przyjdzie jedynie powiadomienie listowne, i to wszystko. Warto to przemyśleć.
2) Cieszę się, że to ostatnia część przygód 😉